Historia pewnego „brzydkiego” zdjęcia

Zupełnie nie planowałam tego wpisu. A wręcz przeciwnie, miałam zamiar pokazać zupełnie inne, piękne zdjęcia. Jednak bieg wydarzeń zadecydował inaczej. Codziennie rano jadąc autobusem przeglądam Facebook’a. I zazwyczaj pierwszą rzeczą jaka mi się wyświetla są albo rocznice znajomości, albo wspomnienia. Dzisiaj było dokładnie tak samo, a jednak trochę inaczej.

Rano nie wstałam w najlepszym humorze. Jakoś tak nie mogłam się obudzić a ból kręgosłupa i głowy wcale nie ułatwiał. Ot zwykła codzienność. Nie zawsze jest cukierkowo. W autobusie odpalam internet, Facebook i pierwsze co widzę to wspomnienie sprzed 6 lat. Jedno brzydkie zdjęcie.

Wcale nie jest to zdjęcie zrobione jakimś super starym aparatem. Rozmazane, prześwietlone, z dodanym czarno-białym filtrem, który pozwala cokolwiek na nim zobaczyć. Zrobione dobrą lustrzanką, w której nikt nie sprawdził ustawień przed. I nikt nie sprawdził czy wyszło po. Zwykłe zdjęcie załogi na koniec rejsu. Mam przecież kilka innych zdjęć załóg, lepszych, ładniejszych, takich które „wyszły”. Z tego rejsu też mam wiele innych zdjęć, mogłabym te wykasować, a jednak starałam się je jakoś odratować.

Starałam się, bo to jedno brzydkie zdjęcie, dla mnie, jest niesamowicie piękne i ważne.

Kiedy zaczynaliśmy organizować ten rejs nie wiedzieliśmy na co się porywamy. Były marzenia do spełnienia, impuls, działanie. Ja miałam 21 lat, najmłodsi mieli 16. Nikt z nas nigdy nie pływał po morzu, nie organizował wyjazdów zagranicznych, a ja osobiście najdalej za granicą byłam na Litwie, a na Litwę mam bliżej niż np. do Poznania. Zrobiliśmy to. Popłynęliśmy z Goteborga (Szwecja) do Great Yarmouth (Anglia). 12 harcerzy, z niewielkim budżetem, żadnym doświadczeniem a jedynie marzeniem, które przerodziliśmy w cel. 3 osoby załogi, wspaniali ludzie, od których nauczyłam się bardzo wiele. Nie było lekko, były chwile zwątpienia, a nawet grozy, kiedy przyszło nam płynąć w środku burzy, nocą, a w koło były tylko ogromne fale i pioruny. Ale daliśmy radę, dopłynęliśmy, wzięliśmy udział w uroczystościach upamiętniających Władysława Wagnera i zrobiliśmy to zdjęcie. Nikt nie sprawdził czy aparat jest dobrze ustawiony i czy wyszło. Nikt nie sprawdził, bo ważniejsze było tu i teraz.

To zdjęcie zostało zrobione chwilę przed tym jak dostaliśmy propozycję, że część z nas może popłynąć dalej, aż do Niemiec. I wiecie, ja całe życie byłam straszną sztywniarą, zawsze zapobiegawcza, strachliwa, zanim podjęłam jakąś decyzję musiałam ją przemyśleć 10 razy. Zawsze słuchałam rozumu, nigdy serca. Nigdy nie zapomnę wzroku moich dzieciaków z drużyny, które były pewne, że się nie zgodzę. Ale wtedy coś się zmieniło. Odpuściłam. Mieliśmy 2 opiekunów, więc mogliśmy się podzielić. Fundusze, które miały iść na autobus na lotnisko były wystarczające, żeby popłynąć na dodatkowe dni i wrócić do domu. Szybkie telefony do rodziców dzieciaków, które zostawały ze mną na jachcie i już chwilę później machaliśmy na pożegnanie ekipie wracającej do domu.

Ale co to ma do zdjęcia? To brzydkie zdjęcie przypomina mi moment, który wiele zmienił w moim życiu. To wtedy nauczyłam się chwytać chwile, nie zamartwiać się na zapas, korzystać z okazji, które daje mi życie. Tak często teraz o tym zapominam. Ta jedna decyzja, podjęta chwilę po zrobieniu tego zdjęcia, zapoczątkowała niezwykle barwny etap w moim życiu. Dzięki niej poznałam niesamowitych ludzi, z którymi mogę nie mieć kontaktu latami, a jednak kiedy są w pobliżu potrafią zadzwonić w piątek wieczorem i w sobotę siedzimy już razem, i rozmawiamy jakby nigdy nic. Etap, kiedy w piątek wieczorem wsiadałam w pociąg do Gdyni i gnałam nad morze, bo chciałam być z ludźmi, którzy mieli marzenia i nie martwili się tym co im teraz daje życie. Etap, dzięki któremu spełniłam swoje marzenia o pływaniu po morzu i zwiedzaniu Skandynawii, remontowałam stare drewniane jachty, spałam w kontenerze budowlanym w stoczni w lutym, wracałam z Gdyni do Białegostoku przez Jastarnię czy spędziłam ponad miesiąc wakacji na morzu. Etap pełen przygód i wspaniałych ludzi, dzięki któremu dzisiaj jestem kim jestem. I kiedy czasem dopada mnie codzienność i rutyna to jest mi jakoś łatwiej pokonać chandrę, patrząc na to zdjęcie i przypominając sobie ten barwny okres.

Ostatnio Ola z Jak lubimy na swoim instastories poruszyła właśnie temat tych „brzydkich” zdjęć. Tych słabo wykadrowanych, prześwietlonych, z bałaganem i prawdziwym życiem w tle. I tak sobie dzisiaj patrząc na to zdjęcie myślę, że to właśnie te #kadrynieułożone (hasztag wymyślony przez Olę, wpadnijcie do niej by zobaczyć o co chodzi) często mają najwięcej ładunku sentymentalnego. A przecież po to właśnie są zdjęcia, żeby uchwycić chwilę, wywołać wspomnienia i emocje. Przypomnieć momenty, które tak wiele dla nas znaczą. Więc czasem odpuśćcie kolejne zdjęcie, bo poprzednie nie wyszło, łapcie emocje, które Wam towarzyszą i nie przejmujcie się, że ktoś powie, że to zdjęcie jest brzydkie. Jeśli wzbudza w Tobie wspaniałe emocje to jest piękne, nawet jak rozmazane czy prześwietlone.

 

_______________________
A jeśli chcesz zobaczyć więcej „brzydkich” zdjęć to wpadnij na mojego Instagrama lub Facebooka.

 

Cover photo by Kenny Luo on Unsplash

Reklamy

4 myśli na temat “Historia pewnego „brzydkiego” zdjęcia

Dodaj własny

    1. Te opisane w poście to tylko nieliczne. Prawda jest taka, że czasami jedna niepozorna decyzja może zadecydować o tym jak potoczy się nasza przyszłość 🙂 Sami sobie kreujemy naszą przyszłość i czasem warto wziąć byka za rogi i nie bać się zrobić kroku w nieznane 🙂

      Polubienie

  1. Przeczytałam Twój artykuł od deski do deski i pojawiła się w moim sercu jakaś taka nostalgia… To prawda, że z pozoru niewielkie decyzje mają największy wpływ na nasze życie.. i że warto iść za głosem serca. Właśnie tak – słuchając intuicji podczas jednej ze studenckich imprez – poznałam mojego męża z drugiego końca Polski i mimo, że rozum mówił – to bez sensu, to serce lepiej wiedziało (niedługo obchodzimy 9 rocznicę bycia razem):) Co do zdjęć – masz rację – czasem nie warto poprawiać – te brzydkie mają w sobie nieraz więcej magii…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: