100% stress free…

Na początku ostatniego wpisu napisałam, że miałam zamiar pokazać Wam zupełnie inne, piękne zdjęcia. I pokażę je Wam dzisiaj, bo to już 3,5 miesiąca od kiedy powiedzieliśmy sobie z Chłopem „TAK” 🙂 Niby to wcale niedużo, ale przez to całe zamieszanie z remontem, naszą tułaczką pomiędzy naszym mieszkaniem a rodzicami, mam wrażenie jakby to były wieki. Ale kiedy patrzę na zdjęcia z tego dnia to wracają wszystkie emocje, radość, wspomnienia. I jestem szczęśliwa, że w kwestii zdjęć zdecydowałam się na współpracę z Anią Ulanicką i jej StudioUlanicka.com.

Bo wybór fotografa to wcale nie była taka prosta sprawa. To zazwyczaj ja robiłam zdjęcia a tu nagle ktoś miał mnie całą imprezę obserwować i fotografować. I wtedy pomyślałam, że przecież mam koleżankę ze studiów, która zajęła się zawodowo fotografią. No bo przed kim będę się czuła bardziej swobodnie niż przed koleżanką, która widziała mnie nieraz na uczelni zasypiającą nad laptopem, z wielkimi worami pod oczami, czy w rozciągniętym swetrze z plamą, bo kto by tam na to zwracał uwagę, jak od tygodnia prawie nie śpi. Nikt Cię tak nie zrozumie, jak ktoś kto dzielił z Tobą trud klejenia makiet po nocach 🙂 Żeby nie było tak cukierkowo, to nie była to decyzja podjęta ot tak od razu. Bo Ania nie była na „liście” rozchwytywanych fotografów ślubnych w Białymstoku, nie miała za sobą 10 lat doświadczenia i jeszcze nie wiadomo czego. Znajomi pytali, ale kto to, jesteś pewna, że sobie poradzi? Chłop powiedział tylko – „to Ty się na tym znasz, ufam Twojemu wyborowi”. A ja posłuchałam intuicji i uważam, że to była naprawdę wspaniała decyzja. Ania była praktycznie niewidzialna a jednak zawsze była „pod ręką”. A zdjęcia – CUDO!!!

Zapraszam Was zatem na pierwszy wywiad z nowego cyklu postów pt. „LUDZIE”.

Poznajcie Anię – fotografkę, blogerkę i koleżankę ze studiów, a także osobę, która rzuciła architekturę i zajęła się tym co sprawia jej radość. O swojej fotografii mówi, że robi to „100% stress free, bez spiny i zbędnego nadęcia!” I ja to potwierdzam 🙂 A na koniec sami zobaczycie jak jej to wychodzi! 

____________________________________________________________________________________________

Skąd w Twoim życiu wzięła się fotografia? Od czego się zaczęło?

 

Pamiętam fakt, że pierwszy swój aparat, kompaktowego Nikona, dostałam chyba w gimnazjum od dziadka. Od tamtej pory zawsze miałam jakiś swój sprzęt. Robiłam zdjęcia wszędzie, ludziom, kwiatkom, kotkom, pieskom. Te aparaty jakoś zawsze ze mną były.

 

Skąd wiedziałaś, że fotografia to jest to co chcesz w życiu robić?

 

Szczerze mówiąc to chyba nigdy nie będę mogła być tego pewna.

Dość niedawno przeczytałam, że jeśli szukasz swojej drogi, zaobserwuj, co robisz w wolnym czasie. Do czego nie musisz się zmuszać. Do czego masz zajawkę i na jaki temat najchętniej oglądasz tutoriale na YouTubie. Ja oczywiście w wolnej chwili siadałam do zdjęć, a później doszły też blogi. Wiesz, jeśli po ośmiu godzinach pracy na etacie dasz jeszcze radę do północy robić zdjęcia i wpisy, to coś musi być na rzeczy. 🙂

Jednak przy zarabianiu na czymś, co lubisz, potrzebna jest pewnego rodzaju dyscyplina. Zaakceptowanie tego, że klienci mogą mieć inne wizje niż Ty. Że trzeba się z tego utrzymać. Że trzeba na tym zarobić. Że aby to zrobić, trzeba czasami, przynajmniej na początku, robić zlecenia, które kompletnie nie będą spełnieniem naszych artystycznych wizji.

Pomyślałam, że spróbuję. Mijały tygodnie, miesiące. Minął niedawno rok, odkąd założyłam działalność. Na razie nie mam tego dosyć.

Ale teraz mimo wszystko potrzebuję też dodatkowo robić projekty prywatne, tylko dla siebie, by się wyżyć i oderwać. Potrzebuję też robić inne rzeczy, które teraz są moją pasją. Książki, siłownia i dobre jedzenie na mieście – temu oddaję się w wolnym czasie. 🙂

 

Jak to się stało, że rzuciłaś zawód, któremu poświęciłaś 5 lat studiów i zajęłaś się czymś zupełnie innym? Dobrze pamiętam te nasze zarywane nocki nad makietami, wizualizacjami czy składaniem plansz na oddanie projektu. Bałaś się tej decyzji, denerwowałaś czy raczej na spokojnie, widząc w oddali lepszą przyszłość?

 

W momencie, kiedy płakałam każdego dnia po powrocie z pracy, a wcześniej niecierpliwie czekałam na 17:00 poczułam, że marnuję swoje życie. Tak po prostu. Codziennie czułam, że powinnam być gdzieś indziej, nie w biurze. Powinnam robić coś innego, raczej nie projektować.

Mam charakter osoby, która z łatwością rezygnuje z rzeczy nie dających satysfakcji i odcina je grubą krechą.

Decyzja była jasna, ale ogromnie się jej obawiałam. Podjęłam ją już w lipcu 2016 – chciałam popracować jeszcze do wiosny, odłożyć więcej pieniędzy na konto oszczędnościowe, by czuć się bezpieczniej. Pod koniec listopada jednak zmarł mój dziadek. Kilka weekendów spędzonych z nim w szpitalu kompletnie przewartościowały moje życie. Wtedy złożyłam wypowiedzenie i z końcem roku odeszłam z pracy.

Nie była to łatwa decyzja i nigdy nie jest. Skaczesz na głęboką wodę, na główkę, kiedy jeszcze nie masz pojęcia, jak pływać. Uczysz się na sobie, swoim życiu, czasie i swoich pieniądzach. Za błędy płacisz w sumie tylko Ty.

To ogromna lekcja odpowiedzialności i samodzielności, ale desperacko trzymałam się myśli, że jeśli nie spróbuję, będę żałowała przez całe życie.

Co miałam do stracenia poza pieniędzmi na koncie? Najgorsze, co się mogło później zdarzyć to to, że wyczerpię swoje oszczędności i wrócę na etat. Nadal jest to mój najczarniejszy scenariusz, ale nauczyłam się z tym żyć. 🙂

A studiów nie żałuję. W końcu gdyby nie one, kto wie, czy wpadłabym na pomysł, by fotografować. Wszystkie moje wcześniejsze decyzje składają się na to, co robię i gdzie jestem dziś.

 

Co jest dla Ciebie najważniejsze w tym całym biznesie? Co daje Ci największą satysfakcję, ale też bez czego nie wyobrażasz sobie swojej pracy?

 

Najważniejsze jest dla mnie to, że na pytanie czy jestem zadowolona ze swojego życia, odpowiadam „HELL YEAH!!!”. 

Nie potrafię sobie kompletnie wyobrazić, co mają w głowie ludzie, którzy latami trzymają się pracy, która ich nie satysfakcjonuje. Na moje pytanie „dlaczego jej nie zmienisz” odpowiadają: „no, w sumie nie jest aż tak źle”. Wydaje mi się, że wynika to z niskiego (acz błędnego) poczucia własnej wartości. Braku wiary, że dam sobie radę.

Konstruowanie swojego życia, tworzenie swojej pracy po swojemu, realizowanie projektów, które mi się podobają i współpraca z ludźmi, z którymi się dogaduję – daje mi to największą satysfakcję na świecie. Na tyle dużą, że mimo stresów, wątpliwości i chęci rzucania całego tego biznesu raz w tygodniu nierzadko potrzebuję się zmuszać, by nie dotykać komputera cały weekend.

Uwielbiam czuć, że robię coś, co jest całkowicie zgodne ze mną.

Każdy powinien tego szukać. I równie dobrze może to być fantastyczna praca na etacie! Znam ludzi, którzy idealnie odnajdują się w większych firmach, realizują świetne, ważne, wielkie projekty i naprawdę tam wymiatają. Ja prawdopodobnie byłabym wyrzucana z pracy co dwa tygodnie przez swój uparty charakter, który się jeszcze chyba umocnił po już ponad 1,5 roku na swoim. 😉

 

Czy obawiasz się czegoś, co jest związane z Twoim zawodem? 

 

Obaw mam mnóstwo. Jestem wręcz bardzo dobra w dostarczaniu ich sobie. 🙂 Obawiam się, że nie będę miała zleceń, że wydam wszystkie pieniądze, że się nie wybiję, nie zostanę zapamiętana, że moje projekty nie będą dochodowe albo za kilka lat będę w tym samym miejscu, gdzie jestem.

Nie obawiam się na pewno, że praca mi się znudzi, bo mam charakter osoby, która z łatwością rezygnuje z rzeczy, które nie dają satysfakcji, jak to napisałam wcześniej. Jeśli znudzi mi się jakiś projekt lub rodzaj zdjęć – zacznę robić coś innego.  

 

Jak sobie radzisz z rutyną? W końcu tydzień w tydzień ślub, wesele, podobny schemat. Nie robi się to w końcu takie monotonne? Jak sobie z tym radzisz? A może zupełnie tego nie odczuwasz z jakiegoś powodu?

 

Wiesz, mnie chyba tej rutyny właśnie brakuje. Mam wrażenie, że nic nie jest do siebie podobne. Każde zlecenie to inny człowiek, nowe wyzwanie. Mam tak naprawdę kilku szefów w każdym tygodniu. Zarówno par młodych, jak i klientów, którym robię sesje wizerunkowe lub produktowe. Moje sesje są naprawdę różnorodne.

Na ślubach pracuję długo i w wielkim napięciu, tworzę ogromną ilość kadrów, ale również zmagam się z wujkami, którzy chcą robić reportaż jak ja. 😉 W sesjach komercyjnych nierzadko nie mam aż tyle luzu i często muszę kierować się konkretnymi wytycznymi, a wszystko powinno być na wczoraj. (No i przeżywać to, że faktury zawsze płacone są kilkutygodniowymi opóźnieniami.)

Przeżywam tyle różnorodnych sytuacji, zachwytów i problemów, spokoju i stresów, że można obdzielić tym co najmniej kilka osób.

A że nie potrafię usiedzieć w miejscu i oprócz robienia kilku rodzajów zdjęć piszę też bloga, myślę nad kolejnymi projektami na jesień, prowadzę social media i współpracuję z innymi fotografami, to naprawdę rutyna jest ostatnim, na co mogłabym narzekać.

Może jeszcze za krótko pracuję w tym zawodzie? A może sama szukam sobie rozrywek? Możliwe, że obie te rzeczy.

Jeśli robisz coś, co czujesz na sto procent i nie boisz się tego zmieniać, chyba nie możesz narzekać na rutynę, kiedy każdy dzień ekscytuje Ciebie na maksa. 🙂

 

Na sam koniec powiedz mi czy masz jakieś takie motto, złotą myśl, radę dla tych wszystkich, którzy boją się zrobić ten pierwszy krok w kierunku zmiany na lepsze? Coś co pomaga kiedy masz ochotę rzucić wszystko i poszukać spokoju. A może jakieś pytanie, które powinni sobie zadać, kiedy tak jak pisałaś wracają do domu i wylewają morze łez?

 

Szczerze mówiąc dałaś mi mocno do myślenia zadając mi to pytanie. 🙂 Gdy miałam cięższy okres w życiu, kiedy naprawdę nic mi się nie chciało, kiedy chciałam coś zmienić, przeczytałam gdzieś, że wszystko, dosłownie wszystko, co robimy, co nas otacza, jest tylko i wyłącznie naszą decyzją.

Nie jesteśmy wypadkową okoliczności, nikt nas do niczego nie zmusza, nikt nie przeżyje naszego życia za nas. To, co jemy na śniadanie, to, że pracujemy tu, a nie gdzieś indziej, to, że trenujemy czy nie trenujemy, czy jesteśmy zadowoleni, czy nie – to wszystko są nasze decyzje.

Więc jeśli chodzisz do pracy, której nie lubisz, robisz coś, co nie daje Ci satysfakcji, nie zmieniasz czegoś, co chcesz zmienić – jest to Twoja decyzja. To zawsze jest Twoja i tylko Twoja decyzja.

Bierzmy odpowiedzialność za to, jak wygląda nasze życie. Będzie ono zdecydowanie łatwiejsze. A na pewno już bardziej nasze. Tylko tyle i aż tyle. 🙂

____________________________________________________________________________________________

Mam nadzieję, że podoba Wam się pierwsza rozmowa z nowego cyklu. Jeśli po przeczytaniu tego posta polubiliście już podejście Ani do życia to wpadnijcie na jej bloga, Facebooka lub Instagrama 😉 A jeśli szukacie fotografa na ślub, wesele, sesję o dowolnej tematyce to wpadnijcie na stronę StudioUlanicka.

A teraz obiecane parę zdjęć z naszego dnia 🙂

 

 

  

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: